Gdy nieoczyszczone ścieki wylewają się do rzeki wszystkie służby stawiane są na baczność. Po zeszłorocznej awarii w Gdańsku i tegorocznej w Pucku, tym razem padło na Warszawa. Wczoraj (28 sierpnia 2019) mieliśmy istny zalew informacji z różnych stron, dziś głosy są już bardziej stonowane, ale słowa katastrofy ekologicznej nadal pozostają w przestrzeni publicznej, czy słusznie? Według mnie nie o czym dowiecie się z poniższego tekstu.

EDIT: Zanim przejdę do wyjaśniania sytuacji muszę napisać jeszcze jedną rzecz. Wszystkie ścieki powinny być oczyszczane. Awaria nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla człowieka. Jest natomiast kolejną cegiełką działalności człowieka, która degraduje środowisko, więc awaria powinna być jak najszybciej usunięta lub jej skutki ograniczone.

Zacznijmy od początku. Oczyszczalnia ścieków „Czajka” w Warszawie została wybudowana w 1991 roku. Po 18 latach w 2009 r. rozpoczęto jej modernizację dzięki czemu spełniała najnowsze standardy, ale do 2012 r. nadal część ścieków trafiała do Wisły. Gdzie? No właśnie dokładnie w miejscu awarii. Czyli z powodu awarii mamy powrót do przeszłości sprzed 7 lat. Jakoś nie pamiętam, żeby w tamtym czasie mówiono o katastrofie ekologicznej. Fakt, że przed 2012 r. ekosystem musiał zmagać się z tym zanieczyszczeniem, a po tym roku trochę odetchnął i mógł rozpocząć drogę do poprawy stanu. Niestety ta awaria postawiła zaporę na tej drodze, ale pamiętajmy, że jest jednym ze źródeł zanieczyszczeń jakie codziennie trafiają do naszych rzek.

Ale w tym roku mamy rekordową suszę. Czy w związku z nią ścieki stanowią większe zagrożenie? Okazuje się, że nie takie duże jak to było kreowane w niektórych mediach i jak zareagowali na to politycy i społeczeństwo. Awaria spowodowała, że do Wisły trafiają ścieki w ilości 3 m3/s. Czy to dużo? Nie. Nawet przy obecnie trwającej suszy. Stan wody na wodowskazie w Wiśle podniósł się do 50 cm. Dane z portalu pogodynka.pl opracowywanego na podstawie pracy IMGW-PIB pokazuję, że na Wiśle powyżej zrzutu ścieków mamy aktualnie przepływ na poziomie 248 m3/s czyli, zrzut ścieków stanowi około 1,2% przepływu w Wiśle.

W mediach znalazłem informacje, że obawy o jakość wody mają Warszawiacy, mieszkańcy Płocka, czy nawet Gdańska. Jest to niepotrzebne sianie paniki, któremu winne są media i politycy, bo to oni powinni rzetelnie informować społeczeństwo. Zatem wyjaśniam:

  • Warszawa jest bezpieczna, bo ścieki w górę rzeki w stronę źródła nie popłyną, przecież to nie ryby, a ujęcie wody pitnej „Gruba Kaśka” znajduje się powyżej zrzutu ścieków.
  • Zanim woda dotrze do Płocka, znacząco się rozcieńczy. Po drodze mamy dopływ z Narwi i Bzury, a ponadto rzeka jest zasilana przez mniejsze cieki i wody gruntowe.
  • Gdańsk? Wydano oświadczenie, że nie ma zagrożenia chyba tak na wszelki wypadek, żeby w zarodku zgasić wszelkie obawy rozdmuchane przez media i polityków

Jeśli już miałby się obawiać o jakość wód w jakimś mieście to byłby to Nowy Dwór Mazowiecki, ale akurat to miasto zaopatruje się z ujęć wód podziemnych. Czy jest się zatem czego bać?

awaria_warszawa.png
Przepływy na Wiśle w dniu 29.08.2019 r. na podstawie serwisu pogodynka.pl

Tak się składa, że parę lat temu współtworzyłem metodykę wyznaczania stref mieszania dla zrzutów ścieków. Czym są STREFY MIESZANIA? O tym można przeczytać w przygotowanym przez nas opracowaniu:
„Zgodnie z Dyrektywą 2008/105/WE w sprawie środowiskowych norm jakości w dziedzinie polityki wodnej (Artykuł 4) istnieje możliwość wyznaczenia przejściowego obszaru przekroczenia, znajdującego się w sąsiedztwie punktów zrzutu zanieczyszczeń czyli STREFY MIESZANIA. Uzasadnieniem dla wprowadzenia stref mieszania jest fakt, iż w pobliżu punktowych źródeł zrzutów stężenie substancji zanieczyszczających jest na ogół wyższe niż stężenie w wodach (odcinkowe przekroczenie norm jakości do momentu wymieszania/rozcieńczenia). Dyrektywa stwarza Państwom członkowskim możliwość
wykorzystywania stref mieszania, pod warunkiem iż wyznaczona strefa/strefy nie ma wpływu na przestrzeganie stosownych środowiskowych norm jakości w pozostałej części danej jednolitej JCWP. Zgodnie z powyższym przy wyznaczaniu stref mieszania należy brać pod uwagę daną jednolitą część wód powierzchniowych a także analizować wpływ na kolejną część wód.”
Więcej na ten temat możecie przeczytać w opracowaniu – link do pliku pdf —> tutaj.

Co prawda opracowanie dotyczy substancji priorytetowych, ale nadaje się także do oszacowania i oceny sytuacji w Warszawie. Zgodnie z przyjętą metodyką strefę mieszania można utworzyć jeśli zanieczyszczenia rozcieńczą się lub usuną na odcinku równym 10-ciokrotności szerokości rzeki w miejscu zrzutu. W miejscu zrzutu Wisłą ma około 220 metrów szerokości (na podstawie mapy google). Bazując na dostępnych danych dotyczących średnich i maksymalnych stężeń zanieczyszczeń w ściekach, obowiązujących przepisach prawnych i wspomnianej metodyki wyznaczania stref mieszania wyszło mi, że:

  • Przy średnich stężeniach ścieki rozcieńczą się na odcinku 2,2 km.
  • Przy maksymalnych stężeniach na odcinku 2,2 km normy jeszcze nie będą spełnione, ale po kolejnych dwóch kilometrach norma spokojnie będzie spełniona.

awaria_warszawa_tabela

Fakt, że biorąc pod uwagę objętość ścieków, która trafia do środowiska jest największa awaria w ostatnim czasie (pisałem o nich wcześniej w Awarie oczyszczalni, a zakwity sinic w Bałtyku):

  • 259 200 mna dobę – Warszawa
  • 33 000 m3 na dobę – Gdańsk – Łącznie około 100 000 m3
  • 3 000 m3 na dobę – Puck – Łącznie około

To nie zmienia to faktu, że awaria to nie stanowi takiego zagrożenia, na jakie została wykreowana. Nie jestem dziennikarzem i nie zdążyłem prześledzić wszystkich doniesień medialnych, bo byłem dziś zajęty monitoringiem zbiorników do projektu, który realizuję (więcej w Sól drogowa), ale jak w trakcie rozmowy w TOK FM (do posłuchania tutaj) usłyszałem, że Wisła płynie na południe, to mało z krzesła nie spadłem…

Jedne zagrożenie stwarzane przez ścieki to zagrożenie dla wszystkich organizmów w nich płynących, szczególnie ryb. Po pierwsze ze względu na związku amoniaku, które zapewne są zrzucane do Wisły w stężeniach odpowiadających wartością silnie toksycznym. Po drugie procesy samooczyszczania wymagają tlenu, więc możemy mieć lokalnie tzw. przyduchę. Ale oba problemy mogą wystąpić na długości maksymalnie kilku kilometrów poniżej zrzutu.

To by było na tyle. Sami teraz oceńcie tą sytuację, na podstawie powyższych danych.

EDIT: Podobne stanowiska zajmują też inny wodni eksperci:

EDIT2: Po rozbrajających wypowiedziach niektórych polityków partii rządzącej premier zaproponował coś sensownego:
Informacje uzupełniające w sprawie zanieczyszczenia Wisły

Podobał Ci się mój artykuł? Możesz wesprzeć moją działalność darowizną i zostając moim Patronem – tutaj więcej informacji

Możesz też zarejestrować się poprzez poniższy formularz, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!

 

 

Reklamy