Woda jest zasobem, bez którego nie da się żyć, ale czy widać to w działaniach władz, przedsiębiorców i społeczeństwa? W ostatnich latach wiele mówiło się o bezpieczeństwie energetycznym Polski (różne plany pojawiały się po roku 2000, niektóre z nich są realizowane). A co z wodą? Pomimo, tego że od lat wiadomo o ograniczeniu ilości zasobu jaką dysponujemy (pisałem o tym -> tutaj), nadal nie ma i nie mówi się o kompleksowym planie rozwiązującym trzy główne problemy wodne: za dużo, za mało i zbyt zanieczyszczone.

Co prawda podczas XXVIII Forum Ekonomicznego odbyło się w zeszłym tygodniu (4-6 września 2018 roku) minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk przedstawił pierwszy w historii ogólnopolski kompleksowy Program Rozwoju Retencji (program zanalizuję w późniejszym czasie), ale ani słowa o zapewnieniu jakości wód.

PAKT DLA WODY

§1
Woda jest zasobem strategicznym – bez którego człowiek nie jest wstanie żyć, dlatego celem strategicznym powinna być dbałość o odpowiednią ilość i jakość zasobów wody.

Teoretycznie ustawa o zarządzaniu kryzysowym stawia na równi infrastrukturę energetyczną i do zaopatrzenia w wodę, ale obejmuje to tylko sieć wodociągową i ujęcia wód, a nie jakość wód i zapewnienie odpowiedniej ilości wody w rzekach czy zbiornikach.

Zapewnienie odpowiedniej ilości i jakości wody jest niezbędne przede wszystkim do zaspokojenia podstawowej potrzeby – pragnienia, ale także do zapewnienia żywności oraz do zapewnienia energii elektrycznej, bez której nasza cywilizacja już nie potrafi się obejść. O powiązaniu energii elektrycznej z zasobami wody nie mówi się w wiele w mediach, które mają największą liczbę odbiorców. Prawda jest taka, że produkcja energii oparta na elektrowniach węglowych czy atomowych wymaga znacznych ilości wody do chłodzenia. Ponadto bez wody elektrownie wodne nie istnieją. W trakcie tegorocznej suszy w mediach dominowały informacje o pożarach i stratach rolników. Więcej zaczęto mówić o zakwitach sinic i zmianach klimatu. Ale jakość informacje o problemach elektrowni nie przebiły się do głównych mediów. Fakty są takie, że we Francji czy Szwecji wyłączano reaktory (informacje tu i tu), a ponadto w tych krajach oraz w Niemczech, Szwajcarii i Finlandii ograniczono moc pracy reaktorów (o czym pisano tutaj). Susza spowodowała także ograniczenie produkcji elektrowni wodnych w Norwegii.

Bez energii elektrycznej może nauczylibyśmy się żyć, ale czy na pewno? Pierwszą potrzebą jest zaspokojenie pragnienia. Wodę do picia z rzek czy jezior czerpie się współcześnie w Polsce głównie w obszarach górskich i dość często dzięki sile grawitacji. W pozostałej części kraju woda, w Waszych kranach pochodzi z wód podziemnych lub czerpana jest spod dna rzek (np. Warszawa i Poznań). W obu przypadkach potrzebna jest energia elektryczna do przetransportowania wody i jej podczyszczenia (przede wszystkim w drugim przypadku). Zatem bez wody nie ma prądu, a bez prądu nie ma wody – ot takie zamknięte koło. Chyba, że całe miasta będą chodzić do najbliższej rzeki czy zbiornika i pić wodę bezpośrednio z nich.

Załóżmy jednak bardziej optymistyczny wariant. Problem energetyczny uda się rozwiązać. Co zatem dalej z wodą do picia? Zacznę od ilości.

Bez zwiększenia retencji lokalnej zasoby wód podziemnych mogą nie odnawiać się w takim tempie jak je pobieramy. W najlepszym wypadku będzie powodowało to pogłębianie studni głębinowych, w najgorszym będą one zamykane i będzie trzeba szukać innego źródła wody. Oba warianty wiążą się ze wzrostem cen wody. Wyczerpywanie zasobu wody podziemnej jest raczej procesem długotrwały, ale trzeba pamiętać, że dłużej będzie trwało ich odnowienie. Idealnym rozwiązaniem, aby temu zapobiec, jest retencja deszczu w miejscu, na które spada lub jak najbliżej niego. Dominować powinna retencja oparta o infiltracje wody do gruntu.
W przypadku zaopatrzenia w wodę z rzeki lub zbiornika wodnego, ilość dostępnej wody może spaść poniżej potrzeb znacznie szybciej, co jest zależne od opadów w danym roku (problem opisałem wcześniej -> tutaj). Ryzyko deficytu wody w ujęciach spod dna rzek wzrasta w związku z postępującymi zmianami klimatu i niskim poziomem retencji w naszym kraju. I ponownie rozwiązaniem powinna być przede wszystkim retencja do gruntu. Po pierwsze zapewnia ona wolniejszy przepływ wód, które systematycznie przez cały rok mogą zasilać rzeki – pod warunkiem, że rzeki nie zamienimy w betonowe kanały. Po drugie podpowierzchniowy przepływ wód przyczynia się do poprawy jej jakości dzięki procesom fizycznym i biologicznym.

I tu pojawia się drugi aspekt zaopatrzenia ludzi w wodę pitną – jakość wody. Wody powierzchniowe są bardziej narażone na zanieczyszczenia. Liczne badania pokazują, że obok azotu i fosforu, do rzek i zbiorników trafiają takie zanieczyszczenia jak metale ciężkie, pestycydy, hormony i substancje z leków oraz wiele innych substancji. Dla części z nim udowodniono szkodliwe oddziaływanie dla środowiska, w tym i człowieka. Część z tych zanieczyszczeń jest całkiem nowych, a część udało się wycofać z produkcji i ich stężenia w środowisku maleją. Problem w tym, że człowiek cały czas wprowadza do środowiska wodnego substancje, których naturalnie by w nim nie było. Każde zanieczyszczenie powoduje wzrost kosztów na oczyszczanie wody powierzchniowej pobieranej do spożycia (problem ten opiszę na przykładzie leków w jednym z kolejnych wpisów).
Wody podziemne są obecnie mniej zanieczyszczone i mniej na zanieczyszczenia narażone, ale nie jest wykluczone, że długotrwałe zanieczyszczanie środowiska nie spowoduje, że i z jakością wód podziemnych będzie problem. Na razie pierwsze efekty widoczne są w obszarach rolniczych, gdzie woda w studniach przy gospodarstwach jest na tyle zanieczyszczona, że nie nadaje się do spożycia dla człowieka i zwierząt gospodarczych. Powodem jest m.in. zanieczyszczenie związkami azotu – azotanami.

Jakie działania podejmujemy, aby zapobiec obecnie i w przyszłości opisanym powyżej problemom?

Wydaje się, że nie wiele. Na plus są na pewno działania poprawiające efektywność oczyszczania ścieków bytowych – polegające na ich efektywnym zbieraniu do szczelnej kanalizacji oraz ich oczyszczaniu w nowoczesnych oczyszczalniach ścieków. Ale są to działania niejako narzucone prze wymogi unijnych przepisów. Podobnie jak działania zmierzające do poprawy jakości wody w rzekach i zbiornikach. Ale to wszystko wymogi narzucane przez Unię. I to akurat jest bardzo duży atut naszego wstąpienia do wspólnoty, bo nie widzę w naszym kraju działań podejmowanych z własnej inicjatywy, które rozwiązały i przeciwdziałały by tym problemom. Na szczęście liczne organizacje pozarządowe, naukowcy i inne środowiska podejmują rękawicę i próbują coś z tym zrobić, ale do pełni sukcesu potrzeba jeszcze odpowiednich działań szeroko pojętych władz publicznych oraz każdego z nas, bo wszystko zaczyna na się od tego jak w swoich domach podchodzimy do ilości i jakości wody.


Warto przeczytać:

  • Woda w kryzysie – analiza problemu z punktu widzenia zarządzania kryzysowego

O światowych konfliktach o wodę:


zdjęcie wpisu: pixabay/rawpixel

 

Reklamy